QUI PRO QUO

10/03/2013 | Autor: | Posted in Uncategorized

Na piersiach Agnieszki figlarnie kołysał się wisiorek w kształcie kluczyka.

- Fajna ozdóbka – nadałem temu słowu brzmienie ozdupka.

Dziewczyna zachichotała, trąciła kolanem moje udo, rzekła:

- To kluczyk do mego serca. Chcesz go ?

-Wolałbym do twojego pokoju – powiedziałem i zerknąłem w jej oczy. Spostrzegłem w nich filuterne błyski.

- Nie zamykam – szepnęła mi Agnieszka do ucha.

Jasny gwint! – przeszył mnie nagły dreszcz. – Czyżby to było zaproszenie na dzisiejszą noc? Teraz w jej oczach czaił się przedsmak słodyczy rozsianej na łaskoczących wzgórkach i w zagłębieniach. Zwilgotniałe wargi zapraszały – pocałuj!

Agnieszka była śliczną dziewczyną, kręciło się obok niej zawsze kilku przystojniaków. Każdy jednak bywał załatwiany odmownie. Nie tyle przez samą Agnieszkę, co jej starszą przyjaciółkę Krystynę.

Dotknęła palcami mojej dłoni, połaskotała. Poczułem, jak moja krew przemienia się w rwący strumień radosnego podniecenia.

- Ba, nie śpisz w nim sama.

- Krystynę nie łatwo przebudzić. Zakręciło mi się w głowie na myśl, co mnie może spotkać, a głos nieomal  ze wzruszenia utknął w krtani.

- Mam rozumieć, że jesteśmy umówieni na dzisiejszą noc ?

- A pamiętasz, na którym śpię łóżku ? Nie pomyl – zdążyła powiedzieć, zanim przysiadła się do nas Krystyna.

-Cóż, to za konszachty ? – powiedziała siląc się na kpiący ton. – Nie wolno Ci uwodzić Agnieszki – pociągnęła mnie za ucho.

Nici z nocnej eskapady  – westchnąłem. Krystyna będzie czuwać, pewnie coś zwąchała. Byłem na nią zły – sama nie daje się poderwać i Agnieszce przeszkadza.

Było już późno. Podniecenie erotyczne na tyle dojrzało, że niektóre pary wymykały się w poszukiwaniu miejsc bardziej ustronnych. Byliśmy uczestnikami festiwalu teatrów amatorskich. Podobnych imprez organizowano wówczas mnóstwo, zwykle przyjeżdżali Ci sami wielbiciele teatru. Rodziły się między nami przyjaźnie, miłości. Wieczory spędzaliśmy w większej grupie, a potem bywało różnie.

Na dobranoc w oczach Agnieszki dostrzegłem dyskretną obietnicę: przyjdź, nie pożałujesz!

Okazało się, że moi współspacze z pokoju hotelowego wyjechali nagle. Nie wiedziałem o tym. Jaka szkoda – mógłbym zaprosić Agnieszkę do siebie, spędziliśmy noc komfortowo, bez obawy, że jej współmieszkanka przebudzi się i będzie nas nasłuchiwać, a nawet może przerwać nam w najistotniejszym chwili.

Zamierzałem pobiec do Agnieszki, powiedzieć – jestem sam! Obiecuję Ci cudowną noc! Powstrzymałem się – Krystyna na pewno jeszcze nie zasnęła, zdradziłbym nasze plany, Agnieszka, nie odważyłaby się wyjść ze mną bez przyzwolenia starszej, koleżanki.

- Żeby tę Krystynę – chciałem przekląć, ale dałem spokój. Bo ona mi się też podobała. Namawiałem ją wiele razy na seksualne sam na sam, ale odrzucała każdą propozycję. A czułem – miała wielką chęć. Kiedyś ukradkiem pogłaskałem ją po dość obfitym tyłku, a potem wsunąłem rękę pod spódniczkę, dotarła do majtek. Były wilgotne. Erotyczny spazm poruszał się ciałem, gwałtownie zacisnęła uda na mojej dłoni.

- Przestań, Agnieszka zobaczy! – rzekła drżącym szeptem.

Próbowałem różnych sztuczek – na próżno, nie dała się skusić, zawsze zasłaniała się Agnieszką.

A do jej młodszej koleżanki, nie śmiałem się zalecać – była młodsza ode mnie o wiele lat, wydała się za mało dojrzała na łóżkowe harce. W jej oczach, w całej postaci jaśniała ta niewinność dziewczęca, która trzyma na dystans, onieśmiela, bardziej składnia ku marzeniom o niej, niż wyzwala chęci wtulenia się w to miękkie, w to czułe. Ale na wspólne wąchanie kwiatków, na wpatrywanie się w gwiazdy nie miałem ochoty. Tym większe więc było moje zdumienie, gdy skromny żart na temat jej wisiorka odsłonił inną Agnieszkę, dał początek niezwykłej nocy. Bo to, że będę się kochał z nią w pobliżu śpiącej Krystyny było podniecające. Z tego to względu zrezygnowałem ze zwabienia Agnieszki do mego pokoju.

Drzwi nie były zamknięte na klucz. Stałem chwilę nadsłuchując w ciemności, obydwie już zasnęły. Podszedłem do łóżka Agnieszki, ostrożnie wsunąłem się pod kołdrę, nie przebudziła się. Dotknąłem ustami jej piersi, mruknęła przez sen. Leżała  z rozchylonymi udami oczekując na pieszczoty. Pogłaskałem ją tam, stęknęła rozkosznie.

- Cicho – szepnąłem. – To ja,  już jestem.

- Och, Tomeczku – trzepocząc palcami przesunęła je ku memu kroczu. Odwzajemniłem się muskaniem jej płatków – drżały spragnione. Otuliła dłonią mego koguta, ścisnęła. Jego twardość, musiała ją uradować,  gdyż miauknęła z zachwytu niczym kotka na dachu. Objąłem jej biodra – nie przypuszczałem, że pod kołdrą są tak rozłożyste. Pod sukienką wydawały się subtelne, zwiewne. Czyżby miały te właściwości, że pod kołdrą poszerzają się niczym pęk kwiatu, gdy nadfruwa motyl? Agnieszka ściskając mego koguta w garści, jakby się bała, że czmychnie, pociągnęła go ku swojej łaknącej otchłani. A gdy go tam lekko wcisnęła, sprężyła się oczekując na mocne pchnięcie. Jęknęła jak przeszywana na wylot.

- Cicho, obudzisz koleżankę – szepnąłem.

- Chcę krzyczeć, nic mnie ona nie obchodzi! – powiedziała zdyszanym głosem. Był jakiś inny, niski, jakby nie jej. Nie przejąłem się tym, gdyż wiedziałem, że niektórym kobietom głos się zmienia podczas miłosnego aktu.  Na trzeźwe myśli nie miałem jednak ani chęci, ani czasu. – Wszystko mi jedno, jakim głosem wykrzykujesz swój zachwyt, , skoro czynisz to pięknie, sprawiasz, że to łóżko unosi się i płynie w tę ciągłe nienasyconą krainę rozkoszy.

Raptem, gdy moja partnerka pisnęła ostrzej, na sąsiednim łóżku zakotłowało się – Krystyna uciekła z pokoju.

- Kończ – jęknęła. Zbudziła się. Ona mi nie wybaczy!

Jej miłosne kwilenie, gdy wybuchnęła we mnie ta wielka rozkosz, zmieniło się raptem w płacz. Przestraszyłem się – czyżby spartaczył i jej nie usatysfakcjonował ? Starałem się ją uspokoić, odepchnęła mnie, rzekła:

- Idź już. Lubię sobie popłakać. Odszukałem po omacku slipki, wyciągnąłem je i czmychnąłem do swego pokoju. Tam po ciemku zamierzałem wsunąć się pod kołdrę, ale natknąłem się na coś miękkiego, krągłego. Odskoczyłem, zapaliłem światło – w moim łóżku leżała … Agnieszka.

Zrozumiałem wszystko – nie kochałem się z Agnieszką, lecz z Krystyną. To dlatego kształty wydał mi się obfitsze, biodra, bardziej rozległe, zmieniony głos. Że też nie rozpoznałem.  Na moje roztargnienie wpływ miał fakt, że sporo wypiłem wina, a przed udaniem się do pokoju dziewczyn wlałem sobie sporego drinka.

Agnieszka chciała odejść. Zatrzymałem ją pytaniem:

- Po co urządziłaś tę mistyfikację ?

- Chciałam, żeby Krystyna się wreszcie z Tobą pokochała i przestała śnić o tym po nocach. Bardzo cię pragnęła, ale nie mogła się zdecydować, na spełnienie tych pragnień. Chwilami jest całkiem zwariowana.

To fakt – zgodziłem się z nią w duchu. – Ten jej płacz dziwaczny.

Wpadłam na ten pomysł, kiedy poprosiła mnie o zmianę łóżek, bo rankiem raziło ją słońce. Nakrywając się kołdrą, powiedziałam: – Życzę ci, żeby Tomek zjawił się tej nocy, możesz się z nim kochać bez przeszkód, będę twardo spać, wzięłam tabletkę na sen. Oczywiście czuwałam podniecona, ciekawiło,  czy przyjdziesz i jak zachowa się Krystyna. Przypuszczałem, że Cię przepędzi. To co się stało, przeszło moje oczekiwanie. Ale że też dałeś się nabrać! Te jej rozkoszne kwilenia podnieciły mnie niewiarygodnie, musiałam uciec. Skryłam się w twoim pokoju, wiedziałam, że jest pusty.

- Świetnie ! Teraz odpłacę Ci za tę mistyfikację – zadarłem jej koszulę, całowałem okolice pępka.

- Nie masz jeszcze dość ? – zabrzmiało to prostacko.

- Jedna dziewczyna w ciągu nocy to dla mnie fraszka.

Agnieszka widać nie dała wiary przechwałkom, zapuściła tam rękę, by zbadać stan gotowości i natrafiła na mego koguta w niezbyt wybujałem kondycji.

- Chyba nic z tego – zachichotała.

- Potrzymaj go chwilkę, a się przekonasz.

Agnieszka posłuchała, a mój kogut stroszył się błyskawicznie, tak szybko, że aż ją wystraszył. Odepchnęła go, chciała wyskoczyć z łóżka, ale się przeliczyła. Przydusiłem ją, dłonią otwarłem uda, nacelowałem koguta, pchnąłem gwałtownie. Zachłysnęła się, jęknęła, musiałem sprawić jej ból, ale zaraz uniosła nogi w górę, oplotła moje lędźwie, zacisnęła.

Wyszła z mojego pokoju przed śniadaniem.

Krystyna tego dnia przyglądała się z uznaniem, ale co chwilę zanosiła się śmiechem. Wreszcie wyjawiła powód swego rozbawienia:

- Ty naprawdę myślałeś, że kochasz się z Agnieszką ?

- Skądże. Wiedziałem, że zamieniłyście się łóżkami.

VN:D [1.9.22_1171]
Rating: 1.0/10 (3 votes cast)
QUI PRO QUO, 1.0 out of 10 based on 3 ratings

Autor:

This author has published 36 articles so far. More info about the author is coming soon.

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Uwaga! Strona dla dorosłych
Ta strona zawiera opowiadania erotyczne, oraz inne materiały w postaci odnośników do filmów, zdjęć erotycznych i jest przeznaczona tylko dla pełnoletnich. Jeżeli nie ukończyłeś 18 lat, proszę kliknij na odnośnik "Opuszczam stronę" poniżej. Klikając na odnośnik "Wchodzę do środka", oświadczasz, że masz przynajmniej 18 lat i chcesz oglądać mocne treści erotyczne w postaci filmów i zdjęć.